Niemal cały naród dał po premierze głos w kwestii tej dystopijnej wizji, w której na skutek tajemniczych zamachów w tytułowym roku 1983 nie doszło do zmiany systemu, czas zatem najwyższy, abym i ja dorzucił co nieco. Przy okazji uszczęśliwiając tę garstkę Polaków, którzy nie tylko jeszcze serialu nie widzieli, ale i nie wiedzą, o czym ta opowieść traktuje.

To historia alternatywna o tym, że w Polsce nie upadł komunizm, i w roku 2003, kiedy rozgrywa się główna część akcji, nadal mamy PRL jak malowanie. Wizja ta niewątpliwie bliska jest sercom sporej części obywateli, będą oni oglądać serial z nostalgią i wzruszeniem, ale i nadzieją, że znów może być tak dobrze, jak było, a nawet lepiej.

Opowieść o tym, że komuny szlag nie trafił, a esbecja poczyna sobie chwacko, że Polska to nie liberalna demokracja, będąca częścią Zachodu, ale dyktatura endecko-komunistyczna, trafić musi w skrywane głęboko fantazje wielu widzów. To wręcz idealna wersja polskiej państwowości: naród jest z partią, a partia trzyma sztamę z Kościołem.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej