Najstarszy jogin, jakiego sfotografowałeś, miał 104 lata.

– Swami Yogananda. Prowadził codziennie lekcję o 6.15 rano. Traktował nas trochę jak major rekrutów, pokrzykiwał, ustawiał. Jednocześnie często dowcipkował, angielszczyzną z silnym akcentem hindi. Miałem szczęście poznać go na corocznym festiwalu jogi w mieście Rishikesh w Indiach.

Wiesz, ile lat praktykował Swami Yogananda?

– Całe życie. Choć w młodości więcej zajmował się rodziną, synami. Pokazywał mi ich zdjęcia. Z wiekiem coraz bardziej oddawał się jodze i praktyce duchowej. Jak go poznałem, w ciągu dnia pił tylko świeżo wyciskany sok, uważał, że jedzenie zbyt obciążałoby układ trawienny. Polecał wszystkim pić pomarańcze. Swami Yogananda stracił już ciało, nie jest już na tej planecie.

Z naszej zachodniej perspektywy to takie nierealne trenować cokolwiek przez 80 czy 90 lat. Idziemy na kurs tańca, za pół roku na pilates, na chwilę na jogę. Mamy tyle opcji, każda wydaje się lepsza!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej