To muzeum miało powstać w Polsce. Wreszcie mieliśmy oglądać światowej rangi dzieła sztuki nowoczesnej w Poznaniu, a nie w Londynie czy Nowym Jorku. I to w muzeum podziemnym, zaprojektowanym przez guru światowej architektury. Nie udało się. Jeśli nie Poznań, to – Warszawa. Muzeum sztuki współczesnej nieopodal nadwiślańskich bulwarów? A może zamiast domu towarowego o jakże handlowej nazwie Vitkac? Albo w gmachu byłego Komitetu Centralnego PZPR – nowa sztuka zamiast starych utopii? W końcu też okazało się, że nie można.

Odcisk męskiego pokoju

Na dwa z okładem miesiące przed otwarciem muzeum w szwajcarskiej wiosce Susch ciągle jest placem budowy. Szwajcarskiej budowy. Żadnego bałaganu czy nerwowości. Stolarze dopieszczają fantastycznie wykonane repliki starych elementów odnawianych budynków, robotnicy z pomocą dźwigu niespiesznie – co rusz dyskutując o technikaliach – instalują w jednej z sal siedmiotonową rzeźbę argentyńskiego artysty Adriana Villar Rochasa. Stary, jeszcze niedawno zrujnowany browar i połączony z nim dom po przeciwnej stronie uliczki są już niemal ukończone. Gotowa jest większość sal, łączących je korytarzy – przypominających w nastroju kamienne tunele w murach średniowiecznych zamków – i ciągów schodów, wymagających nieomal sportowego przygotowania od zwiedzających. Mimo krzątaniny przed salami stoją pojemniki z ochraniaczami na obuwie. Grażyna Kulczyk uprzejmie, ale stanowczo nalega na przywdzianie ochraniaczy:

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej