Wchodzę do pierwszego gospodarstwa.

– Prawie południe, a gospodarz w domu i w kapciach? – pytam zdziwiony.

– A bo kurat robiłem przelewy przez internet.

Wieś Jakać-Borki pod Łomżą. Był tu w 2010 roku Jarosław Kaczyński, gdy myślał o prezydenturze; w 2018, przed wyborami samorządowymi, przyjechał Władysław Kosiniak-Kamysz. We wsi jest 15 gospodarstw. W 13 hodują krowy. Gospodarz, Krzysztof Mieczkowski, w 2005 roku skończył Wyższą Szkołę Agrobiznesu w Łomży. W 2011 odziedziczył gospodarstwo po rodzicach. Miał wtedy 60 krów. Teraz ma ponad 200.

– Miesięcznie robię koło 80 przelewów. Trzeba opłacić nawozy, paszę, prąd, podatki, ubezpieczenie. Przez internet zgłaszam do agencji nowo urodzone cielęta, zamawiam dla nich kolczyki, zamawiam zgubione kolczyki dla krów, trzeba wyrejestrować cielę, jeśli padnie. Wysyłam wnioski o dopłaty bezpośrednie. Jako pierwszy w łomżyńskim miałem login nadany przez agencję rolną. Inaczej musiałbym raz w tygodniu jechać do miasta, cały dzień stać w kolejkach. A tak siądę w domu przy kawce i prześlę, co trzeba.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej