Jeśli wjechać do Kosowa od strony Serbii, pierwsze, co uderza, to jeszcze większa serbskość. Serbskie flagi są na każdym słupie. Większość już zniszczonych, bo łopoczą od dawna. Na granicy kosowscy Serbowie w mundurach kosowskich. Jeszcze niedawno nie do pomyślenia, żeby Serb założył taki mundur.

Ale od porozumień między Belgradem, stolicą Serbii, a Prisztiną, stolicą Kosowa, sytuacja zaczęła się normalizować. Choć nie każdemu się to podoba, bo kto to widział, by Serb nosił sziptarski mundur? – posarkują niektórzy.

Sziptarski – czyli albański. Po serbsku oznacza: prymitywny. Zajmuje się pasaniem kóz.

Jak ktoś taki może rządzić Kosowem, świętą serbską ziemią?

Ale Aleksandar Vucić, prezydent Serbii, porozumiał się z kosowskimi Albańczykami. Dzięki temu kosowscy Serbowie mają w Kosowie swoje instytucje. Serbską służbę zdrowia, ratusz, pocztę. Tylko kosowska jest policja, choć Serbowie mogą w niej służyć. I służą.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej