Zamiast pomaszerować w marszu narodowców i tam krzyczeć „Polska!”, wybrałem się dziarskim krokiem do Muzeum Narodowego na wystawę „Krzycząc: Polska!”. Pomaszerowałem, aby upoić się polską sztuką, osobliwie malarstwem z epoki, kiedy Polska odzyskiwała niepodległość, a nawet już niepodległa była. Jestem wielkim admiratorem malarstwa, zawsze miałem za to zasadniczy problem z performance’ami, instalacjami oraz „działaniami artystycznymi”. Tutaj jestem zajadłą konserwą – płótno i farba to jest to, co mnie przejmuje, nad czym rozmyślam, żadne performance zaś mnie do głębokiego namysłu nie skłaniają, nawet zbiorowe maszerowanie, które też jest przecież formą sztuki wizualnej.

Pozostało 87% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej