– Synu, ja cię proszę… – zaczęła mama. Każdy z nas zna ten wstęp. Jednak tym razem nazbierało się więcej. Sąsiadka z domu obok coś mamie doniosła na mój temat.

– Nie mieszaj się do rozwodu Rodowicz!

– Cooo?! – omal mnie nie zatkało.

– No podobno mieszasz się do jej rozwodu. Po co ty się angażujesz w cudze sprawy? Mało ci swoich? Ofiary katastrofy smoleńskiej też mogłeś uszanować!

– Czy ja śnię?! O czym ty mówisz?! Ja nie szanuję ofiar?

– No podobno nie. Sąsiadka mówiła.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej