Kiedy chiński prezes płacze przy stole

Z Bartoszem Ziółkiem, prezesem firmy Amber Global Consulting, zajmującej się wprowadzaniem europejskich produktów na chiński rynek, rozmawia Marta Szarejko

O której wstajesz?

– O piątej rano, czyli chwilę przed południem w Chinach. Czas jedzenia posiłku jest dla Chińczyków święty i łatwiej pewne sprawy ustalić przed nim. Potem planują już właściwie kolejny dzień. No i śpią – przerwa obiadowa polega na tym, że posiłek trwa pół godziny, a potem wszyscy się kładą.

Gdzie?

– W fabrykach na podłodze, w biurach na biurkach. Zwykle na jakieś 90 minut, przerwa kończy się koło 14.00. Mam w Chinach pracownika, który dysponuje całym zestawem do spania: nakładką na oczy, słuchawkami wygłuszającymi, poduszką w kształcie Hello Kitty.

Co robisz przed ich drzemką?

– Zaczynam dzień od wysłuchania nagranych wiadomości na WeChacie. W Chinach ludzie już prawie nie rozmawiają przez telefon, tylko nagrywają sobie wiadomości. Dzięki temu mówią bardziej precyzyjnie, więc komunikacja rzeczywiście jest skuteczniejsza. Odsłuchuję jakieś 20 minut, a potem nagrywam odpowiedzi.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej