W sobotę o 5.40 rano przeciwnicy polowań z grup Warszawiacy, Wrocławianie, Poznaniacy przeciw Myśliwym zbierają się na parkingu w Łochowie w powiecie węgrowskim. Jest ich około 40, niektórzy przyjechali też z innych miast. Wieści o wielkim polowaniu podczas węgrowskiego Hubertusa rozeszły się kilka tygodni wcześniej, aktywiści zaczęli się zwoływać przez portale społecznościowe. Ale tuż przed wydarzeniem organizatorzy Hubertusa zdecydowali, że nie będzie to zwykłe polowanie, tylko odstrzał sanitarny w ramach walki z afrykańskim pomorem świń (ASF). Myśliwych o pomoc ponoć poprosili lokalni rolnicy.

– To nie przypadek, tu nie chodzi o ASF – mówi jeden z aktywistów – wiedzieli, że się szykujemy. Odstrzał sanitarny trudniej zablokować, za to grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do trzech lat. To już nie kodeks wykroczeń, tylko karny. Dlatego tym razem nie blokujemy. Przeprowadzimy monitoring tego polowania i sprawdzimy, czy przebiega zgodnie z przepisami.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej