Ja tę powieść czytałem cztery lata temu, ale nie pamiętam, czy Wojewódzki był inspiracją dla postaci Fajkowskiego, czy też nie, wiadoma sprawa, że jest Wojewódzki nadzwyczaj chętnie portretowany w literaturze, i żeby tylko Żulczyk to robił, to pół biedy. W najnowszym tomie opowiadań Stefana Chwina znajduje się nowela, w której pojawia się postać prowadzącego tok szoł Kuby Wojdanowskiego, dającego za pomocą swej charakterystycznej mowy ciała tajne znaki zawodowym mordercom; lepiej nawet – zawodowy morderca w masce Kuby Wojdanowskiego wykonuje wyrok. Zatem jeśli o Wojewódzkim piszą nawet Chwin i Żulczyk, to ja już nie muszę pisać, bo to o mnie pisze Wojewódzki.

Do Wojewódzkiego chodzili nawet tacy giganci jak Adam Michnik i Andrzej Stasiuk, a ja nie musiałem chodzić, żeby Wojewódzki o mnie napisał na jedenastej stronie swojej książki. Doszedłem do jedenastej strony tej najnowszej sensacji wydawniczej, zobaczyłem, że jestem wspomniany, dalej już czytać nie musiałem. Obejrzałem za to cały serial „Ślepnąc od świateł” wedle powieści Żulczyka i jeśli w istocie celebryta Fajkowski tam sportretowany to Wojewódzki, mogę powiedzieć jedno: Cezary Pazura zagrał go fenomenalnie. Kreację Pazury jako podstarzałego gwiazdora Fajkowskiego w różowym garniturze uznaję za brawurową. Pazura zagrał króla telewizji z mocnym pociągiem do kokainy tak, że jest w tym śmiech i groza, jest Szekspir i jest groteska – scena, w której pijany Fajkowski z rozbitym nosem deklamuje „Który skrzywdziłeś” Miłosza, wejść powinna do kanonu telewizji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej