Wysłałem im pierwszy materiał, drugi. Kilka ponagleń. Cisza. W końcu przyszedł mail: „Panie Filipie, dziękujemy za tematy, są świetne, robią je już nasi autorzy”. Redaktorkę, która się pod tym mailem podpisała, mam do dziś wpisaną w telefonie jako „Nie odbierać”. Nadal pracuje w mediach.

Kilka tygodni później z dużego tygodnika napisali mi, żebym im dorobił na wczoraj zdjęcie do fotoreportażu, który trzymali od dwóch miesięcy. – Nie mogliście powiedzieć wcześniej, że macie jakieś uwagi?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej