Instytut Literatury nie ma jeszcze statusu, budżetu ani kierownictwa, ale od wicepremiera Glińskiego wiemy, że ma to być „szeroko zakrojony projekt o ogromnym walorze edukacyjnym, który ma umożliwić wszystkim zainteresowanym dostęp do najnowszej wartościowej literatury. Jego celem jest zapoznanie z nowymi formami literackimi, współczesnymi konwencjami oraz wartościowymi innowacjami”.

Wybitnie interesują mnie wartościowe innowacje w literaturze polskiej, jestem zagorzałym zwolennikiem innowacji, osobliwie wartościowych, ale także „współczesnych konwencji”, choć mój wewnętrzny konserwatysta pragnąłby też dowartościowania tradycyjnych konwencji oraz wartościowych tradycjonalności. Projekt, mimo że „szeroko zakrojony”, zdaje się zarazem dość mgławicowy, nie jest jasne, jak uda się uczynić ów dostęp do najnowszej wartościowej literatury powszechnym. Jako że ostateczne decyzje nie zostały podjęte, korzystam z okazji i niniejszym zgłaszam swoją kandydaturę na stanowisko dyrektora Instytutu Literatury – od dziecka chciałem stać na czele państwowej instytucji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej