Czy chce pan posłuchać o najgłupszej kobiecie świata? To ja. Było tak: „Darek, masz dojechać do szpitala” – napisałam mu w SMS-ie. „Jadę, ciociu, jadę, ale nie mam ubezpieczenia”. „Na detoks przyjmą cię bez ubezpieczenia”. Bo zadzwonił do ośrodka terapeutycznego dla narkomanów. Sam zadzwonił, więc to sukces, i powiedzieli, że musi być po detoksie. Wysłałam mu pieniądze na autobus i jedzenie. No, chyba ich nie stracił na narkotyki, bo pisał spod szpitala. To znaczy pisał, że pisze spod szpitala, a jaka prawda, nie wiem.

Wyszedł dwa lata temu z więzienia, za kradzież siedział – jako recydywista ostatnio chyba cztery lata. W mieście, gdzie mieszka, była oferta… To znaczy nie można powiedzieć, że mieszka, bo ostatnio śpi na klatkach schodowych. Ale była oferta – zniszczone mieszkanie 18 metrów kwadratowych do remontu, którego nikt nie chce. „Ciociu, jak ja bym sobie to mieszkanie odremontował, wreszcie miałbym coś swojego, do pracy bym poszedł, taki mam dobry zawód mechanika”. Zadzwoniłam tam do urzędu miasta, bo mieszkam dwieście kilometrów dalej. „Na pewno wygra przetarg – powiedzieli – bo nie ma innych chętnych. To ruina jest”. Ale on robotny zawsze był, wszystko umiał zrobić, więc myślę: niech ma szansę. Pieniądze za mieszkanie musiał on wpłacić, nie mogła obca osoba. Wysłałam mu w dwóch ratach całą sumę na kupno tego mieszkania. Miał odesłać pokwitowanie. On nie wie, jak ma być napisane, nie umie dobrze tego napisać. Wysłałam pokwitowanie pocztą – miał tylko podpisać i odesłać. Chciałam mieć jakiś dokument. Nie doszedł do niego. Trzy tygodnie twierdził, że nic nie doszło. Na mieszkanie czeka, pieniądze trzyma. „Darek – mówię – wysyłam następne pokwitowanie: masz mi podpisać i odesłać, bo ścigać cię zacznę”. Zamilkł. Nie odbierał telefonów, potem zmienił numer. Dzwonię do urzędu: „Ten pan przestał się zgłaszać”. Myślałam, że zawału dostanę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej