Weźmy doktora Stadlera. Doktor medycyny Karol Stadler jako jeden z niewielu miał w Chodakowie przed wojną telefon. Był ponoć najprzystojniejszy w całej okolicy, do tego dusza towarzystwa. Gdy wybuchła wojna, ze względu na swoje żydowskie pochodzenie zniknął. Rok po wyzwoleniu wrócił w mundurze oficerskim Wojska Polskiego. Przystojny jak zawsze, rozmowny jak zawsze. Zamieszkał u Bałczyńskich. Wszyscy go odwiedzali, chętnie opowiadał o tym, jak trafił do armii i przeżył. Jednak nowy powojenny lekarz, a dokładnie felczer Stanisław Król, zaczął go pytać o nazwiska dowódców i oficerów. „Nie znam, nie pamiętam” – odpowiedział i zaniemówił. Po prostu stracił mowę. Król przestał pytać. Dwa dni później Stadler wyjechał i słuch o nim zaginął. Mówili, że do Izraela, gdzie dopadły go duchy przeszłości i leczył się z niej aż do śmierci.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Imperium premiera Babiša: 250 firm. Dylemat Czechów: jak u niego nie kupować [SZCZYGIEŁ POLUJE NA PRAWDĘ]

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej