Marek ma duży dystans do tej historii. Może dlatego łatwo mu wyrażać emocje, nazywać je.

Dziś, po latach, potrafi się śmiać z zabiegów ojca, który do ostatnich dni starał się utwierdzić bliskich w przekonaniu, że nadal jest księdzem. Ojciec Marka, choć odszedł z Kościoła, żył mitem przeszłości. W zasadzie przez cały ten czas, odkąd zamieszkał z rodziną, nie zbliżył się do synów. Wręcz przeciwnie: uciekał przed nimi, nie umiał z nimi rozmawiać, przytulać chłopców. Bardzo łatwo dziś go osądzać.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej