LUDMIŁA ANANNIKOVA: 12 października wychodzicie protestować. Zupełnie niebywałe w pomocy społecznej.

PAWEŁ MACZYŃSKI: To prawda, woleliśmy rozmawiać w gabinetach, ale władza swoją biernością i arogancją doprowadziła do zjednoczenia naszego środowiska. Z poprzednim rządem dialog też kulał, ale udawało się przewalczyć część spraw. Obecny rząd idzie w zaparte. Przykre, bo ma na sztandarach dialog.

Czyli dialogu nie ma?

– Jest monolog uprawiany przez Ministerstwo Rodziny. Resort mówi: „Idźcie do samorządów, bo to one was zatrudniają”. Wszystkie nasze istotne postulaty, pomysły na poprawę sytuacji w pomocy społecznej są odrzucane. Dzwoniliśmy, a kiedy nie odbierali, pisaliśmy pisma, spotykaliśmy się z przedstawicielami resortu, ale nic to nie dało.

Spotykaliście się z minister Elżbietą Rafalską?

– Przyszła na spotkanie, gdy ogłosiliśmy protest. Urzędnicy wprawdzie się zarzekali, że to jest spotkanie nie negocjacyjne, tylko informacyjne, ale nigdy jeszcze nie widziałem, żeby na spotkanie informacyjne przyszli naraz minister, wiceminister i szefowie departamentów. My byliśmy w czerwonych koszulkach z napisem: „Protest”.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej