Jak z tym żyję? Kiedy gdzieś jadę, nie jem. Nie biegam. Gdy inni imprezują, tylko patrzę. Nie dźwigam zakupów. Co najwyżej dwie wody wniosę do domu. Nie jeżdżę na wakacje. Zawsze obliczam odległość do toalety. W torebce noszę trzy pary majtek i getry. Pierwszy posiłek jem o 18. Od tamtego momentu schudłam 40 kilogramów.

Koniec września 2013 roku. Ciepły wieczór. Wszyscy już spali. 33-letnia Wiktoria zmierzyła córce cukier. Przyniosła do kuchni spakowaną torbę, w środku: piżama, klapki, ręcznik i mydło.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej