Prezes: Robol jestem. Wpakowałem wszystkie pieniądze w upadający PGR.

Członkini rady nadzorczej: Dlaczego ziemię się zabiera nam, a daje innym?

Mechanik: Obiecywał minister rolnictwa, że nikt nam nie odbierze.

Księgowa: Jak można zlikwidować dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo, które płaci wszystkie zobowiązania wobec budżetu, zatrudnia kupę ludzi w gminie, gdzie nie ma dla nich innej pracy, i płaci im więcej niż przyzwoicie?

Oto historia spółki pracowniczej Agro-War, powstałej z byłego PGR.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej