Paweł Pieniążek – ur. w 1989 r. Relacjonował protesty w Rosji, ukraińską rewolucję, wojnę w Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę Kurdów z Państwem Islamskim. Publikował w „Wyborczej”, „Newsweeku”, „Polityce”, „Tygodniku Powszechnym”. Jest autorem książek „Wojna, która nas zmieniła” i „Pozdrowienia z Noworosji

Masz 29 lat, od czterech jeździsz na wojny.

– A wydaje mi się, że od dziesięciu.

Dlaczego?

– Wojna na Ukrainie stała się dla mnie cezurą czasową. Dobrze pamiętam, co się działo podczas niej, ale to, co było wcześniej, wydaje mi się teraz odległą przeszłością. Jest jakby za mgłą. Tak wiele się od tamtego momentu dzieje, że mój czas się rozciągnął. W rozmowach ze znajomymi potrafiłem nawet powiedzieć, że „coś wydarzyło się przed wojną”.

Po co tam pojechałeś?

– Przez przypadek. Nigdy nie myślałem, że będę w ogóle pisał. Skończyłem ukrainistykę, w Krytyce Politycznej namówili mnie, żebym pisał o sprawach ukraińskich. A potem zaczął się Majdan, więc pojechałem go relacjonować. A potem był Donbas. Myślałem, że jadę opisywać Antymajdan, ale prorosyjskie protesty szybko zaczęły zmieniać się w coś poważniejszego: zaczęła się wojna. Nie miałem doświadczenia ani pojęcia, jak być korespondentem wojennym. Konflikt się rozwijał, a ja powoli w niego wsiąkałem. A gdy ucichł, pojechałem do Syrii.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej