Kupiłem plastikową butelkę – tak jak milion osób na świecie w ciągu minuty. Zanim zdążyłem ją opróżnić, kolejny milion butelek wylądował w śmietnikach, lasach i oceanach. Tylko jedna na dziesięć zostanie przerobiona. Reszta będzie rozkładać się nawet pół tysiąca lat. A drobinki tworzyw sztucznych wrócą na nasze talerze.

Z jedną z takich butelek postanowiłem ruszyć w drogę i zobaczyć, co z nią można zrobić. W Austrii spotkaliśmy plastikarian. W Kenii cieszyłem się, że nie trafię za nią do więzienia. W Meksyku posłużyła za budulec, a w Polsce jej zakrętka mogłaby zostać przetopiona na paliwo.

Nasze słodkie cztery ściany

Ziemia drżała jak galareta. Czas stanął, gdy z kościoła św. Jana Chrzciciela runęła wieża zegarowa. Z drzew leciały owoce awokado. Tak 19 września 2017 roku zapamiętała Lupita Jimenez z meksykańskiego pueblo Tetela del Volcán.

– Miałam właśnie zaprowadzić synów na popołudniowe zajęcia w szkole. Fernando jak zwykle zapomniał butów. Byłam już w progu, gdy nagle podłoga w kuchni się rozstąpiła. A potem ziemia zamknęła się jak pudełko – opowiada Meksykanka.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej