22 stycznia br. w gmachu poznańskiego sądu okręgowego, bez telewizyjnych kamer i dziennikarzy, sędzia Anna Łosik wydała wyrok w sprawie Katarzyny, bohaterki reportażu Justyny Kopińskiej, opublikowanego rok wcześniej w „Dużym Formacie”.

Sąd przyznaje ofierze księdza aż milion złotych zadośćuczynienia i 800 złotych dożywotniej, comiesięcznej renty. Płacić ma nie ksiądz, ale Kościół.

To oznacza rewolucję.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Pedofilia w Kościele w Pensylwanii. "Na gwałt najlepiej nadawała się zaciszna zakrystia w kościele"

Zaufanie księdza

„Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz – opisuje swoje dzieciństwo Katarzyna w reportażu w „Dużym Formacie”. – W szóstej klasie podstawówki ksiądz uczący nas religii zauważył, że płakałam”.

Ksiądz Roman B. z zakonu Towarzystwo Chrystusowe przekonał rodziców, że lepiej Katarzynie będzie w szkole z internatem w innym województwie. Rodzice się zgodzili. Później przed sądem ojciec zeznał: „Zwiodło mnie, że to ksiądz”.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej