Przeglądam nowy tom rysunkowych historii o Likwidatorze – ekoterroryście, anarchiście i powiedzmy wyraźnie: seryjnym mordercy, który od 20 niemal lat w komiksach Ryszarda Dąbrowskiego morduje polityków. Oglądam dzieło „Likwidator kontra Dobra Zmiana” i ogarnia mnie bezbrzeżny smutek, choć w zasadzie powinienem tarzać się ze śmiechu. Powinienem się tarzać, ale się nie tarzam, choć przez chwilę się tarzałem, gdy zobaczyłem siebie samego na kilku stronach komiksu. Dodam, że siebie samego w wybitnie żałosnej sytuacji – najpierw było tarzanie się, a potem długa chwila niewesołej refleksji i koniec tarzania. Znajduję jednakowoż dziwne upodobanie w oglądaniu tych pełnych przemocy historii: zamaskowany mściciel z automatem w rękach i wielkim uśmiechem na czarnej masce wędruje przez Polskę, wymierzając zbrojnie straszliwe kary prawicowcom i komunistom, egzorcystom i trollom internetowym, dziennikarzom Polskiej Telewizji Ludowo-Narodowej i menelom, w zasadzie wszystkim, albowiem na jego życzliwość liczyć mogą wyłącznie ekolodzy, zatem co najwyżej 1 procent polskiej populacji.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej