Wojtek: Głos odpowiedział, że ojca nie ma i nie będzie

Moja młodsza o cztery lata siostra ma innego ojca. To jego pamiętam najpierw jako tatę. To małżeństwo mojej mamy się rozpadło, chyba krótko przed moją podstawówką. Pamiętam kłótnie w domu. Do ojczyma mówiłem „tato” i dalej tak mówię. W pewnym momencie mama się mnie spytała, czy myślę, że to jest mój prawdziwy tata. Jakoś się chyba nie zdziwiłem, że nie. I na pewno się nie pytałem, kto nim jest, przez wiele lat.

Potem mama zaczęła starać się o alimenty od mojego biologicznego ojca. To było po rozwodzie z tatą mojej siostry. Zaczęło się od badań DNA. Ale rozmowy na temat mojego prawdziwego ojca mama zawsze szybko ucina. Teraz, parę miesięcy po ślubie, zyskałem jeszcze jednego ojca – teścia. Czyli jest ich czterech, bo jest jeszcze ten, którego nazwisko noszę.

Zdjęcie

Wujek jakiś czas temu przysłał mi na telefon zdjęcie. Była na nim jakaś kobieta i mężczyzna tyłem. To były plecy mojego ojca. A kobieta obok to ciocia – żona wujka. Wujek spytał mnie, czy poznaję. Nie odpowiedziałem. Ale ostatnio z moją żoną byliśmy w odwiedzinach u wujka i ona mnie zachęciła, żebym pociągnął ten temat. Na tym zdjęciu był remont mieszkania wujka i cioci, w którym ojciec pomagał. To było w Niemczech, chyba jeszcze przed poznaniem się taty i mamy. Wujek powiedział, że ojciec był kierowcą ciężarówki. Mama pojechała do Berlina w odwiedziny do swojego brata i jego żony i wtedy poznała ich kolegę, czyli mojego ojca. Wydaje mi się, że ze względu na naciski babci mama wróciła do Polski. Ojciec chciał zostać w Niemczech. Mama wracając do kraju nie wiedziała, że ja jestem w drodze. Nie wiem, czy powiedziała ojcu o moim istnieniu. Nigdy nie wypowiadała się o nim pochlebnie, może przez te alimenty, których nie chciał płacić.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej