„Trylogii? Chyba nie mówisz poważnie. Chcesz robić trzy filmy ciurkiem? Zarzekałeś się, że nigdy więcej nie popełnisz tego błędu co przy Dekalogu , żeby kręcić kilka filmów naraz”.

„Bzdura – ucina Kieślowski. – Nigdy nic takiego nie mówiłem. Po Dekalogu czułem się fantastycznie”.

– Było to kłamstwo – mówi dzisiaj Idziak. – Po „Dekalogu” czuł się fatalnie. Pamiętam bardzo dokładnie, jak spotkałem go w 1988 roku w WFD, w Klapsie, zaraz po tym, gdy zakończył zdjęcia. Był wrakiem. Fizycznie i psychicznie. Powiedział: „Nigdy więcej nie popełnię takiego idiotyzmu, żeby robić jeden film zaraz po drugim”.

Marin Karmitz, szef firmy MK2, zapewnia, że pomysł kręcenia trzech filmów w trybie jednej produkcji wypłynął od samego Kieślowskiego. Dla producenta to znaczna oszczędność, Karmitz nigdy by nie ośmielił się sam czegoś podobnego zaproponować. Jest zaskoczony, jednak nie protestuje. Nie sprzeciwia się także, gdy reżyser deklaruje, że podejmie się wykonać to zadanie w ekspresowym tempie. Kieślowski proponuje następujący plan. Zdjęcia: jesień, zima 1992/1993, wiosna-lato montaż. A potem krótka seria z cekaemu: wrzesień 1993 – „Niebieski” jedzie na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji; luty 1994 – „Biały” jedzie na Berlinale, maj 1994 – „Czerwony” na MFF w Cannes. Karmitz ulega również, gdy ku jego jeszcze większemu zdumieniu reżyser przekreśla kwotę swojego honorarium wpisaną w projekcie umowy. Zmienia ją na niższą.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej