Skrupulatnie te myśli notowałem.

– Jesteśmy stworzeni ze wspomnień – powiedział Mateusz, lat 31, z Poznania, który przyszedł na przystanek z dwiema kobietami. – Moją prawdę mam dzięki babci, która skończyła 90 lat i pochodzi spod Grodna. Trzyma się dobrze, ale ma kłopoty z pamięcią. O godzinie dziewiątej potrafi nie pamiętać, czy jadła śniadanie o ósmej. A jednocześnie śpiewa stare białoruskie piosenki z dzieciństwa, recytuje wiersze. Opowiada, jak spalił się ich dom. Przyszedł enkawudzista, że potrzebuje nafty. Mama na to, że nie da, bo czym będzie świecić. Dała mu tylko trochę. Wziął, oblał naftą ścianę i spalił im cały dom. Babcia wciąż opowiada te same historie z młodości. Starość i procesy biologiczne atakują różne rzeczy, ale nie wspomnienia. Dlatego pomyślałem, że trzeba mieć wspomnienia właśnie z młodości, bo tylko one nam zostaną na starość, nawet jak już mózg będzie zawodził. Ale muszą być piękne te wspomnienia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej