– Obśmiej to! To oksymoron! PR, ściema. W biznesie liczy się kasa! – radzili mi bliscy, gdy mówiłam, że będę teraz pisać o empatii w biznesie. – Żeby w dzisiejszym świecie zarabiać, opłaca się być empatycznym – kontruje Jacek Jakubowski, trener, superwizor, członek amerykańskiej organizacji Innowatorzy dla Dobra Ogółu ASHOKA. – Dam przykład: jeśli na zebraniu siedzi szef i 10 zastraszonych, nienawidzących go skrycie pracowników, to firma korzysta tylko z mózgu szefa. Reszta to tylko ręce do wykonywania tego, co on każe – lepiej (gdy patrzy) lub gorzej (gdy się odwróci). Jeśli zaś pracownicy nie boją się wypowiadać własnych pomysłów, czują się zachęceni do współpracy i mają poczucie, że są sprawiedliwie traktowani – na tym samym zebraniu firma korzysta z potencjału 11 głów. To ma znaczenie zwłaszcza dzisiaj, gdy gospodarka opiera się na innowacyjności i kreatywności, a nie, jak sto lat temu, na prostym, powtarzalnym wykonywaniu poleceń w fabryce. Dziś do roboty są roboty. Ludzie są do pracy. Szef ma coraz więcej ludzi w zespole, którzy są od niego mądrzejsi w jakiejś dziedzinie. Musi stworzyć takie warunki, by z tych zasobów korzystać. Przy tak szybko postępującej specjalizacji w pojedynkę dziś każdy z nas jest za krótki. Po raz pierwszy w dziejach żyjemy w permanentnej zmianie. Za tym, na każdym stanowisku, idzie konieczność permanentnego uczenia się. Żeby nadążać, rozumieć, coraz częściej musimy korzystać z wiedzy innych wąskich specjalistów. Musimy umieć ich słuchać.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej