Danuta przywiązuje mamę do łóżka i wychodzi z domu. Ma 30 minut na zrobienie zakupów albo na wizytę u lekarza. Poza sklepem osiedlowym, bazarem, apteką i przychodnią nie bywa w zasadzie nigdzie. Gdyby nie syrop na uspokojenie i sznurek, nie wychodziłaby z domu wcale. Jej mama przestała dziesięć lat temu. W dniu, kiedy pośrodku skrzyżowania zapomniała, kim jest i dokąd zmierza. Niedługo potem zapomniała również, jak się robi kupę. Córka uczyła: „Mama, siadasz, napinasz mięśnie brzucha i wypychasz”. W kwietniu nie pamiętała, czy zrobiła siku, i chodziła do toalety przez pół nocy. Potknęła się, straciła przytomność. Karetka zawiozła ją do szpitala. Odkąd wróciła, boi się.

– Postawiłam swoje łóżko przy jej i spałyśmy, trzymając się za ręce. Wołała: „Danka! Danuśka!”. Mówiłam: „Mamo, jestem tu, to ja trzymam cię za rękę”. „Aha, zapomniałam”. I tak do rana.

Po miesiącu przyszła pielęgniarka i zobaczyła, że ledwo żyję. Powiedziała: „Pani musi przywiązać mamę do łóżka i się porządnie wyspać” – opowiada Danuta, która opiekuje się chorą na alzheimera mamą. Można powiedzieć fachowo: Danuta jest opiekunką rodzinną, ale tego terminu nigdy nie słyszała. Nie wie też, że jest w Polsce przykładem typowym: kobietą pięćdziesiąt plus z poczucia obowiązku opiekującą się rodzicem osiemdziesiąt plus. Typowe jest również to, że do głowy jej nie przyszło, że można inaczej. Ona, jej sąsiadki i znajome, które zajmują się niedołężnymi krewnymi, są w grupie 59 procent Polaków, którzy według badań Eurofamcare są zdania, że starzy rodzice powinni mieszkać ze swoimi dziećmi. Średnia europejska to 30. Danuta nie pracuje zawodowo, nie wyjeżdża na urlop. Mieszkają we dwie w niedużym mieście na Mazowszu. – Tak, prowadzę życie towarzyskie. Życie towarzyskie z mamą – mówi gorzko.

– Tato! Tato! – woła 88-letnia drobna kobieta o siwych włosach ściętych na jeża. Milknie. Zaczyna śpiewać, choć słów nie da się zrozumieć. – To piosenki z pasienia krów. Gonili mnie do pasienia, więc można było albo stać i śpiewać, albo usiąść na pieńku. Niedawno pasłam tu w okolicy – opowiada wesoło.

– Ostatnio pasłaś w dzieciństwie, mamo...

Na Ukrainie, gdzie kiedyś była Polska – mówi Danuta zmęczonym głosem i wzdycha. – Tak sobie rozmawiamy cały dzień. Tata zmarł 22 lata temu, nim też trzeba było się zajmować. Tyle że on miał raka żołądka, więc szybko poszło.

W szpitalu pielęgniarka pokazała Danucie, jak robić zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch, ale jak przewijać i podnosić matkę, już nie.

– Do tego trzeba dojść samemu. Najpierw nie wiedziałam, jak mamę umyć. Kupiłam więc basen do sikania i lałam wodę. Potem okazało się, że można podłożyć podkład higieniczny i dużo rzadziej prać prześcieradła – mówi. A okazało się przypadkowo. Kupowała w aptece pieluchy dla mamy i do nich dostała zestaw reklamowy: cztery darmowe sztuki i poradnik „Jak opiekować się osobą przewlekle chorą w domu”. Dowiedziała się z niego również tego, że kiedy chce mamę dźwignąć, sama musi wyprostować plecy i zgiąć nogi, żeby chronić kręgosłup.

Pozostało 86% tekstu
To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.