Danuta przywiązuje mamę do łóżka i wychodzi z domu. Ma 30 minut na zrobienie zakupów albo na wizytę u lekarza. Poza sklepem osiedlowym, bazarem, apteką i przychodnią nie bywa w zasadzie nigdzie. Gdyby nie syrop na uspokojenie i sznurek, nie wychodziłaby z domu wcale. Jej mama przestała dziesięć lat temu. W dniu, kiedy pośrodku skrzyżowania zapomniała, kim jest i dokąd zmierza. Niedługo potem zapomniała również, jak się robi kupę. Córka uczyła: „Mama, siadasz, napinasz mięśnie brzucha i wypychasz”. W kwietniu nie pamiętała, czy zrobiła siku, i chodziła do toalety przez pół nocy. Potknęła się, straciła przytomność. Karetka zawiozła ją do szpitala. Odkąd wróciła, boi się.

– Postawiłam swoje łóżko przy jej i spałyśmy, trzymając się za ręce. Wołała: „Danka! Danuśka!”. Mówiłam: „Mamo, jestem tu, to ja trzymam cię za rękę”. „Aha, zapomniałam”. I tak do rana.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej