Jak Polska poległa na mundialu, zauważyłem, że w supermarketach zaczęły tanieć biało-czerwone flagi. Ciekawe, nie? Pomyślałem, że jedną kupię i wezmę do Czech. Czuję się tam dobrze, u nich robiłem swoją licencję lotniczą. Miałem zaplanowany wyjazd z żoną i psem, ale namówiłem naszych przyjaciół z Legnicy, żeby pojechali z nami. Zaopatrzyliśmy się w świeczki i kwiatki. Dla nich też okazało się to, co chcę zrobić, ważne. Pojechaliśmy do Jiczina, tego od Rumcajsa.

Przeczytałem, że właśnie w Jiczinie, na skrzyżowaniu, pijany polski żołnierz strzelał seriami z kałasznikowa do cywilów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej