Z Wojciechem Dziatko, byłym policjantem, rozmawia Agnieszka Żądło

Jak się odchodzi z policji?

– Wolno. Bo dużo wakatów, a do pracy brak chętnych. Ludzie, którzy parę lat temu próbowali dostać się do policji, teraz mają telefony, czy są jeszcze zainteresowani. Nawet ci, którzy oblali testy, dowiadują się, że teraz będzie łatwiej. Zdarza się, że rezygnują na etapie szkolenia w Legionowie albo jako kursanci w pierwszych miesiącach pracy.

Bo?

– Ćwiczą trzy miesiące składanie przysięgi. To potrafi zniechęcić.

Trzy miesiące musztry?

– Tak długo ćwiczy się, gdy ślubowanie wypada w okolicy święta policji albo innego dużego wydarzenia.

Też odchodziłeś wolno?

– Długo o tym myślałem. Po mojej prośbie komendant miał trzy miesiące na decyzję. Kiedy w marcu tego roku postanowiłem, że rezygnuję, przełożeni zwlekali ze zgodą. Dali mi czas do namysłu, proponowali inny wydział, namawiali na pozostanie. Mogłem uciec niepostrzeżenie: słyszałem o policjantce, która wysłała odznakę pocztą z zagranicy. Ja chciałem oficjalnie. W końcu musieli dać zgodę.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej