Czytam nagłówek papeterii: „CENTRALNA PORADNIA LITERACKA, Warszawa, ul. Krak. Przedm. 87/89, Tel. 6 20 62”.

Otóż nasze państwo ludowe uważało, że socjalizm ma zapewnić obywatelowi bezpieczeństwo w każdej dziedzinie. Także obywatelowi, którzy chce się wznieść na wyżyny literatury. Centralna Poradnia Literacka zatrudniała zawodowych doradców. Autorka listów raz po raz, oprócz tematów ogólnoludzkich, donosi koleżance o swojej pracy. Najpierw zawiadamia: „Śliczna Handziu, piszę ten list w Poradni dla Grafomanów, gdzie pracuję od dziś dzięki protekcji Zośki”.

Po miesiącu donosi: „Grafomani chowają się – dziękuję, dobrze. Przybywa ich: jeden chciał pobić Zośkę, drugi okazał się wariatem i jeszcze przyszła para, która chciała wyłudzić forsę, jednym słowem wesoło”.

Trzy tygodnie później: „Jeden pan się uniósł, bo napisał, że kwiat jest piękny. Zośka mówi, że kwiat nie może być piękny, to znaczy może, ale nie w literaturze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej