Z Agnieszką Stein, psycholożką dziecięcą, rozmawia Ewa Wołkanowska-Kołodziej

Czy mycie dziecku zębów na siłę jest przemocą?

– Oczywiście.

A jeśli rodzic próbował wszystkiego: migających szczoteczek, stawania na głowie i szorowania zębów pluszakom, a dziecko nie chce i już?

– Rozumiem, że oczekuje pani ode mnie, psychologa, niezawodnej recepty. Takiej, która jest w stu procentach skuteczna i każdy potrafi ją zastosować, tak?

Przytrzymać, wyszorować i puścić. Dwie minuty krzyku i już.

– Tylko do którego roku życia można tak dziecku myć zęby?

Pewnie gdzieś do siódmego.

– Ja znam takich, co w ten sposób już czterolatkowi nie są w stanie, i co wtedy?

Inaczej się idzie do dentysty z czterolatkiem, który sporo rozumie, a inaczej z dwulatkiem, kiedy ma próchnicę.

– Trzeba pójść do lepszego dentysty.

Chce pani powiedzieć, że ten dobry jest w stanie załatać dwulatkowi dziurę bez użycia siły?

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej