W sierpniu ubiegłego roku na Facebooku napisała: „RATUNKU! Po miesiącu z hakiem przebywania z ukochanym dzieckiem bez chwili przerwy czuję, że dłużej nie dam rady, a do końca wakacji jeszcze 3 tygodnie. Dla zachowania zdrowia psychicznego (a może życia i zdrowia w ogóle) szukam opiekuna/opiekunki dla niepełnosprawnego 15-latka”.

– Każdy rodzic ciężko niepełnosprawnego dziecka ma ochotę palnąć sobie w łeb przed wakacjami, szczególnie taki, który znikąd nie ma pomocy – mówi Agata Jach spod Wrocławia. – A przy Maćku muszę czuwać na okrągło. Jak idzie do kuchni, lecę za nim naszykować jedzenie, bo zacznie się denerwować, a sam sobie nie zrobi. Jak pójdzie do łazienki, znaczy, że chce się kąpać, a kąpie się siedem razy dziennie. Wtedy rozbieram, pilnuję, żeby się nie utopił. W ogródku patrzę, czy nie je czegoś, czego nie powinien, czy nie robi sobie krzywdy na trampolinie. W domu – żeby czegoś na siebie nie wylał, nie powyrzucał rzeczy z szafek, nie niszczył książek, bo jest zjadaczem papieru. Mamy pochowane noże, nożyczki, ale i tak nie wiadomo, co wymyśli. Może na przykład przewrócić stół. Ma siłę. Często nie rozumiemy, o co mu chodzi, wtedy strasznie się denerwuje.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej