Przyznaję, że w ostatnich latach zapomniałem zupełnie o istnieniu Ericha von Danikena, życie i twórczość szwajcarskiego szarlatana kompletnie wypadły mi z głowy, jakże niesłusznie. Bo gdy ujrzałem, że na naszym rynku pojawiła się jego nowa sensacyjna pozycja, a ściślej kilka absolutnie epokowych i sensacyjnych książek tego autora, coś we mnie drgnęło i tak długo niepokoiło, aż jedną z tych książek kupiłem i poniekąd wbrew sobie zacząłem czytać. Tych, którzy żywią podejrzenia, iż z powodu ekstremalnych temperatur dostałem udaru i pomieszania zmysłów, bieżę uspokoić: mój zakup powodowany był wyłącznie próbą zrozumienia, z jakiej przyczyny autor kosmologicznych rojeń, które należały już do folklorystycznej przeszłości, pojawia się zmasowanym atakiem siedmiu książek. Zdziwiony, że von Daniken wciąż żyje i, co więcej, pisze, sięgnąłem, oczywiście ze względu na krzepiący tytuł, po dzieło „Bogowie nigdy nas nie opuścili”.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej