Piszę to w Pradze, gdzie kiedyś zrozumiałem, że ludzie są w stanie nie tylko uwierzyć we wszystko, ale i zjeść wszystko. Dzisiejszych konsumentów najbardziej charakteryzuje metafora bawiącego się kota. Jeśli dać mu sznurówkę zakończoną guzikiem, będzie ją podrzucał, gryzł i skradał się, aby na nią znienacka skoczyć. Będzie bawił się sznurówką tak jak myszą. Większość kotów domowych zaspokaja swój instynkt łowcy za pomocą erzacu. Nie wiem, czy koty wiedzą, że sznurówka to nie mysz. Może tak, a jednak obie te rzeczy traktują z identycznym podnieceniem. Prawdopodobnie w ich mózgu zachodzą te same reakcje…

Zaraz, miało być o kuchni.

W czeskim „Życiu na Gorąco” („Ritmus života”) doszło raz do pomyłki w przepisie na babkę z rodzynkami. Grafika strony kulinarnej jest stała, zmieniają się tylko zdjęcia potraw i przepisy. Niestety, podczas zmiany treści zapomniano skasować w komputerze jedną linijkę ze starego przepisu na wołowinę. I tak do babki z rodzynkami i cukrem pudrem trafiły cztery krwiste wołowe steki. Autor książki „Byłem dziennikarzem tabloidu” Richard Sacher wspomina, że odbierał telefony od czytelniczek. Jedne z troską zwracały uwagę na drukarski chochlik, inne – dawały wyraz swojej wściekłości. Ale ujawniła się też trzecia grupa – dość liczna: ta, która w przepis uwierzyła. Telefonowano do redakcji, by spytać, jak te steki mają być duże.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej