Gdy na karaibskiej wyspie St. Croix pada deszcz, rozmokła ziemia wypluwa biało-niebieskie kawałki potłuczonej porcelany. Dzieciaki bawią się nimi jak pieniędzmi, nazywają je chaney (połączenie angielskich słów „china” i „money”, porcelana i pieniądze). Dorośli robią z nich biżuterię.

La Vaughn Belle, rzeźbiarka i artystka z St. Croix, podnosi nadgarstek i pokazuje mi srebrną bransoletkę z wtopionym kawałkiem takiego biało-niebieskiego odłamka. Ma wesołą twarz, delikatne usta podkreślone na czerwono i krótkie afro.

Ponad dekadę temu La Vaughn poznała duńskiego kuratora sztuki. – Powiedział, że jest z Danii, a ja na to: o rany, a ja z Wysp Dziewiczych! Zupełnie nie wiedział, o co mi chodzi. No wiesz, z duńskich Indii Zachodnich, mówię mu, a on wciąż nic. Opowiedziałam mu, że u nas, na St. Croix, wszędzie są ślady po duńskiej obecności w nazwach własnych, architekturze, czyli ruinach budynków z charakterystycznej żółtej cegły, w sposobie zagospodarowania przestrzeni, kiedyś podzielonej na 150 plantacji.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej