Nie planowałem oglądania drugiego sezonu „Westworld”, albowiem pierwszy przerósł moje możliwości percepcji i ta spektakularna produkcja z oszałamiającymi zdjęciami i brawurowo pokrętną intrygą pozostawiała mnie w stanie głębokiego zobojętnienia. Nijak nie umiałem wykrzesać w sobie emocji, zapewne dlatego, że im człowiek bardziej się w serial wgryzał, im zajadlej odpalał kolejne odcinki i wnikliwiej śledził fabułę – tym mniej z tego wszystkiego rozumiał. A jednak nadszedł moment, gdy rzuciłem się zaciekle na nowy sezon, a sprawcą tego zaskakującego wzmożenia okazał się premier Morawiecki i jego wypowiedź o miłości do furmanek.

Tęsknota za furmanką

„Pamiętacie państwo te obrazki brudnych podwórek i furmanek? Ja bardzo kocham furmanki. Teoretycznie moglibyśmy się nimi szczycić. Ale przez te 25 lat III Rzeczypospolitej wszystko to pokazywano tak, by trzeba się było tego wstydzić” – z prawdziwym wzruszeniem, niemal łamiącym się głosem powiedział premier na spotkaniu z mieszkańcami Łodzi. Można by uznać, że wypowiedź Morawieckiego jest swoistą parafrazą tytułu pamiętnego zbioru felietonów Jerzego Pilcha „Rozpacz z powodu utraty furmanki”, ale nie szukam tu wyrafinowanych aluzji literackich, ja w tym widzę wielką nostalgię za czasami peerelowskiego krajobrazu i w ogóle rzeczywistości Polski Ludowej. I zdaje mi się, że mam pomysł, jak ową nostalgię uleczyć, jak rozpacz z powodu utraty furmanek przekuć w wielki zamysł biznesowy na miarę wyprodukowania miliona elektrycznych aut, a może i większy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej