– Proszę się częstować, jabłka, wiśnie, porzeczki, my tego nie będziemy wyrzucać, bo to jest nasza praca. Wolimy dać za darmo, niż być okradani – mówią do przechodniów młodzi plantatorzy w koszulkach z logo Stowarzyszenia Polskich Producentów Ziemniaków i Warzyw.

Skrzynki są ustawione wzdłuż chodnika. Jest 13 lipca, na placu Konstytucji w Warszawie powiewają flagi i transparenty z napisem „Hańba”.

Już na PiS nie zagłosuję!

Jakub, 33 lata, trzyma flagę. Spracowane ręce, spod zielonego płaszcza przeciwdeszczowego wystaje orzeł w koronie i biało czerwona flaga. – Przyjechałem z Lubelskiego. Mam po dziadku 10 hektarów malin i 5 hektarów jabłek. Jak do mnie kolega zadzwonił, że malina po 1,60 złotego jest na skupie, to jak stałem, tak siadłem. Miałem umówionych ludzi z Ukrainy, cztery osoby na początek, do tego żona, siostra z mężem, ich starsza córka, 14 lat, i ja. Ukraińców odwołałem. Pięć minut bez roboty nie stali, zadzwoniłem do kolegów, podjechali, ich do siebie wzięli, mają większe gospodarstwa, to muszą zebrać. U mnie Ukraińcy mieli pracować na akord, miałem im dać 1,50 złotego za kilo, mało, wołaliby więcej, ale mówiło się, że ceny w tym roku będą niskie. Nie ma sił, żebyśmy wszystko sami rodziną obrobili, ale nie będę ludziom płacił, nie ma z czego. Walka jest, żeby nie stracić wszystkiego. Kolega ze wsi obok ma kilkanaście hektarów porzeczek, po 25 groszy kilogram idzie. Też sprowadził Ukraińców, jak zobaczył ceny na skupie, to powiedział im, żeby poszli szukać pracy u kogo innego. Cegłą w okno mu rzucili z zemsty, bo akurat tam chwilowo ich do pracy nikt nie chciał. Z żoną zbierał przez dwa dni, a potem powiedział, że nie będzie, reszta niech gnije.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej