Podskórnie czułem, że zajmowanie się tematyką egzorcyzmów nie wyjdzie mi na zdrowie, fizycznie i duchowo zostanę mocno osłabiony, miałem dojmującą świadomość, że opowieściami o manifestacjach szatańskich nie można żywić się bezkarnie, że nim się zdąży zapomnieć o tym, co się widziało, Zło przyjdzie i zażąda swego. Tym razem przyszło w towarzystwie księdza Michała Olszewskiego, lat 36, sercanina, egzorcysty i ewangelizatora, a także byłego mistrza taekwondo, który gdy zorientował się, że na fladze Korei Południowej znajdują się demoniczne znaki – rzucił ten sport walki.

Zaangażowany w oglądanie rekolekcji oraz pogadanek słynnych egzorcystów, tym razem z największą pasją skupiłem się właśnie na wystąpieniach księdza Olszewskiego, a wszystko zaczęło się od krótkiego materiału „Esemesy od Szatana”. W materiale tym ksiądz Olszewski opowiada o tym, jak w swoje urodziny zaczął dostawać wiadomości osobiście od Szatana, w różnych językach, z numerów ludzi opętanych, zniewolonych, a także wprost z numeru 666, co tylko niedowiarkom może wydać się dziwne – z mojej krótkiej kwerendy wynika, że prefiks 666 należy do jednego z wielkich operatorów komórkowych w Polsce.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej