Maj 2017 roku. Sąd w Poznaniu próbuje ustalić, jak zginęła Ewa Tylman, której ciało po pół roku znaleziono w Warcie. O zabójstwo oskarżono jej kolegę, ale dowody skąpe i chłopak wychodzi z aresztu. Sprawa jest głośna, śledczy chcą ratować akt oskarżenia.

Trzy prokuratorki, wśród nich Agnieszka Nowicka, znajdują sposób: chcą przesłuchania Pawła P., pseudonim „Ramzes”, członka poznańskiego półświatka. Wiadomo o nim niewiele, podobno poszedł na współpracę i wsypał gangsterów.

„Ramzes” zeznaje, że kolega Ewy, który został wypuszczony z braku dowodów, przyznał mu podczas więziennego spaceru, że wepchnął ją nieprzytomną do rzeki.

Sędzia Magdalena Grzybek postanawia sprawdzić, czy „Ramzes” mówi prawdę. Odpowiedź z aresztu jest zaskakująca: w czasie gdy mieli ze sobą rozmawiać, chłopak oskarżony o zabójstwo dziewczyny nie wychodził na żadne spacery. Sędzia zawiadamia prokuraturę o fałszywych zeznaniach „Ramzesa”. To było rok temu. – To prosta sprawa, akt oskarżenia powinien być gotowy po dwóch miesiącach – mówi mi jeden z doświadczonych prokuratorów.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej