A marzenie spełniło mu się tak:

– Gdy miałem 16 lat i nie było wtedy jeszcze internetu, wziąłem do ręki mapę Francji. Ja, zakochany w tym kraju, w jego muzyce i zakochany w „Forcie Boyard”.

To był program telewizyjny, zrealizowany trochę jak baśń w Forcie Boyard – potężnej budowli na Oceanie Atlantyckim. Na początku lat 90., gdy było tylko kilka kanałów TV, oglądałem ten program, jakbym podglądał życie w apartamentach Pana Boga. Drużyny miały wykonywać zadania sprawnościowe i myślowe. Budynek wytatuuję sobie kiedyś na ciele, oczywiście jeśli wreszcie je wyrzeźbię. Fort chciał na morzu budować w XVII wieku Ludwik XIV, ale doradca mu powiedział: „Panie, byłoby łatwiej złapać księżyc zębami, niż podjąć taki wysiłek w takim miejscu”. Zbudował go dopiero Ludwik Filip, w XIX wieku, ale nie będę cię zanudzał. W każdym razie, zaznaczając ten fort kółeczkiem na mapie, obiecałem sobie jako chłopiec z Rybnika, że mój pierwszy lot samolotem będzie lotem do Francji. Odnajdę słynny Boyard, dopłynę do niego jakąś łódką, zrobię zdjęcie moim aparatem na kliszę i będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. No i Wszechświat słucha naszych myśli i słów, a ja jestem szczęściarzem. Bo mój pierwszy lot samolotem był lotem do Francji, do Fortu Boyard, do którego dopłynąłem łódką.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej