Mariusz Urbański siedem lat temu złożył wniosek o czynszowe mieszkanie. Jarocińskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego zaproponowało mu piekarnię. Miał ją wyremontować, potem w niej zamieszkać.

– Chciałby pan? – pyta mnie Urbański. – Bo ja, żona i troje dzieci odmówiliśmy. Podanie leżało dalej. Wkrótce nowy burmistrz Jarocina obiecał nowiuśkie osiedla. Dwa w mieście, a jedno w pobliskiej wsi. Pod koniec 2016 roku ruszyły pierwsze prace. Wtedy usłyszałem, że byłem 219. w kolejce.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej