Z badań instytucji o nazwie Pew Research Center, śledzącej zmiany w globalnej religijności, wynika z przerażającą jasnością, że Polska jest najszybciej sekularyzującym się krajem na świecie. Owa Pew Research Center jest jedną z największych, najpoważniejszych firm zajmujących się tymi sprawami, zatem jej diagnozę przyjąłem z należytą powagą, pełnym zrozumieniem oraz z niejaką – przyznaję bez większej skruchy – satysfakcją. Jednocześnie z przekonaniem, że owa zasadnicza zmiana w podejściu rodaków do spraw religijnych, do uczestnictwa w kościelnych obrzędach, obecności na mszach i spełnianiu obowiązków wynikających z katechizmu w zasadzie niewiele zmienia, choć poniekąd zmienia wszystko. Nie zmienia nic w tym sensie, że Kościół w Polsce nadal jest instytucją nadrzędną wobec Państwa, zaś prawo kościelne autonomiczne względem prawa świeckiego. Zmienia zaś w tym rozumieniu, że co prawda liczba osób peregrynujących pielgrzymkowo i chadzających do spowiedzi może maleć jak poziom wody w Wiśle w letnie upały, lecz zarazem jeśli to w kościelnych instytucjach zrodzi jakąś głębszą refleksję, to będzie ona taka, że póki czas, to trzeba dopominać się władzy i pieniędzy ze zdwojoną żarliwością.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej