Za chińskim centrum handlowym w Ełku trwają ostatnie przygotowania do Runmageddonu, który, jak zachwalają organizatorzy, będzie „ekstremalnym początkiem wakacji”. Żar leje się z nieba, jakby to była Andaluzja, nie Mazury.

Z Gabrielą, Maćkiem, Rafałem i Nikodemem, tegorocznymi maturzystami, umawiam się pod pomnikiem Rusałki. Oni wybrali to miejsce, mówią, że tu najprzyjemniej: nowe miejskie ławki, stoliki, fontanna.

Jeszcze kilka lat temu nie było tu tak miło. W miejscu Rusałki nad placem dominował obskurny mur, przezywany przez mieszkańców „uszami Urbana”, używany jako szalet (by nie płacić złotówki w publicznej toalecie), obok był pogrążony w wiecznym błocie dziki parking. Teraz, dzięki środkom z Europejskiego Funduszu rozwoju Regionalnego, teren o powierzchni 5,5 tysiąca metrów kwadratowych jest zagospodarowany na nowo.

Gabriela: – Ełk jest piękny, uwielbiam to miasto! Inna rzecz, że jak ktoś ma bardziej ambitne plany na życie, chociażby naukowe, to nie da się ich tu realizować, trzeba wyjechać.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej