––––––––––

Rozmowa z

Anną Demczur i Stepanem Rudikiem o projekcie „Niewidzialni

Stepan Rudik – fotograf dokumentalista, laureat wielu międzynarodowych konkursów. Pochodzi z regionu Besarabii w Ukrainie. W Polsce mieszka od 2014 roku

Anna Demczur – pomysłodawczyni projektu, wschodoznawca, filolog rosyjsko-ukraiński. Ma łemkowskie korzenie, ponad trzy lata spędziła na Ukrainie. Aktualnie pracuje jako producent w branży reklamowej

––––––––––

Dlaczego są niewidzialni?

Anna Demczur: Kiedy zaczynaliśmy projekt, ukraińskich imigrantów nie było jeszcze wielu, stąd „Niewidzialni”. Ale tytuł nadal pozostaje aktualny. Skala migracji jest nieznana, Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielu Ukraińców pracuje w rolnictwie, ogrodnictwie, przy hodowli zwierząt.

Odwiedziliśmy gospodarstwa, w których zatrudnionych jest po kilkadziesiąt osób, w sezonie letnim liczba zwiększa się kilkukrotnie. Mieszkają obok pracy w specjalnie przystosowanych kontenerach, nie bywają w mieście, tylko pracują, śpią i pracują, bo chcą zarobić. Inni niewidzialni są schowani na mało eksponowanych stanowiskach, na przykład w restauracyjnej kuchni. Wreszcie są ci, których nie widać, bo się nie wyróżniają. Idziesz do filharmonii i nie masz pojęcia, że skrzypek jest Ukraińcem. To najczęściej młodzi obywatele świata, którzy pracują w swoich zawodach. Serhij jest dentystą, Maryna uczy ludzi tanga argentyńskiego, Maks jest tatuatorem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej