„Wspaniała okolica zapewni Ci ciszę, spokój i odpoczynek, a duża ilość zieleni zadba o Twój dobry nastrój!” – zachwala sprzedawca. Mieszkanie ma 61 metrów kwadratowych. Do tego 15-metrowa piwnica i murowany garaż z kanałem. Wszystko za 49 tysięcy złotych. W oddalonym o 50 kilometrów Białymstoku trzeba by zapłacić kilka razy więcej. Tyle że Białystok to miasto, a osiedle Bondary to takie nie wiadomo co. Na uboczu wsi wśród łąk wyrasta dziewięć bloków, jakby przypadkiem doczepionych do miejscowości.

W jedynym odrestaurowanym i ocieplonym bloku jest świetlica z biblioteką. Znajduje się w zwyczajnym mieszkaniu, takim z kuchnią i łazienką. Przy komputerach siedzi kilku chłopców. Świetliczanka Nina Młynek pyta, czy wiedzą, skąd się wziął pobliski zalew. Jeden wzrusza ramionami:

– Powstał tak, że zatopiono wsie.

– A dobrze zrobiono, że zatopiono? – dopytuje Młynek.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej