– Wracałem pociągiem z Gniezna do domu – opowiada Łukasz. – Przez całe lato pracowałem w cyrku jako techniczny, ale sezon się skończył. Wysiadłem w Poznaniu, stamtąd mam do domu jeszcze jakieś 70 kilometrów autobusem. Na dworcu zaczepił mnie facet. Taki normalny, miły. Pyta, co umiem. No to mówię, że budowlanka, rozbiórki, remonty. A on: „A to świetnie, bo ja mam robotę przy rozbiórkach w Niemczech; chcesz popracować? Jutro wyjazd. Dobrze zarobisz!”. Długo się nie zastanawiałem.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej