Michał Nogaś: Reportaż czyta pan nałogowo?

Piotr Mitzner, przewodniczący jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki: Nie. Muszę się przyznać, że gdy przychodzi rok przerwy w mojej pracy w jury Nagrody, to staram się czytać zupełnie inne rzeczy.

Wiem, że są nałogowi czytelnicy reportażu, i bardzo takich szanuję, ale dla mnie współczesny reportaż w bardzo dużych dawkach bywa męczący i trudny. Bo męczący jest chyba nasz współczesny świat, w którym bardzo łatwo popaść w znieczulicę. Wiele reportaży ważne tematy porusza w sposób mocno pobieżny, wręcz zniechęcający, tak że po lekturze kilku stron można jedynie powiedzieć: „O, znowu Syria, znowu po łebkach, znowu to samo”. Autorów, którzy potrafią dziś stworzyć naprawdę interesujący i potrzebny reportaż, przebijający się przez pierwszą warstwę opisywanej rzeczywistości, jest naprawdę niewielu.

W tym roku jury przeczytało na szczęście kilka takich książek, jedna z nich znalazła się w finale. To „Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców” Bena Rawrence'a, opowieść o uciekinierach z Somalii. W każdym zdaniu widać niezwykły talent i reporterskie umiejętności autora. I jeszcze druga książka, która – niestety – nie trafiła do finału. To „Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki” Wolfganga Bauera. Historia kobiet, które zostały uprowadzone w Nigerii przez organizację współpracującą z Al-Kaidą. Na okładce widać twarz jednej z nich, w środku są zdjęcia kolejnych bohaterek. Było wiele dyskusji, czy te fotografie są potrzebne. Są – dzięki nim patrzymy w oczy kobiet, z którymi rozmawiał Bauer.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej