– Grób był na polu, niedaleko domu. Taki podłużny kopczyk z krzyżem – opowiadał starszy pan, który pewnego popołudnia 2016 roku odwiedził muzeum w zamku w Świdwinie. – Poprzedni właściciel gospodarstwa, Zahn się chyba nazywał, sam ich zakopał. Mówił, że pięciu ich tam leży. Schowali się w kurniku, zobaczyli Sowietów, jeden spanikował i otworzył ogień. Ruscy obrzucili kurnik granatami i wszystkich ubili.

– Gdzie dokładnie jest ta mogiła? – pyta Rafał Iwanicki, który pełnił tego dnia dyżur w salach wystawowych.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej