Z Tomaszem Jakimiukiem, podróżnikiem, rozmawia Bożena Aksamit

Jeździł pan hulajnogą po Pakistanie i Chinach. Pancerna ta hulajnoga? 

Najzwyklejsza, ze sklepu. Dałem tylko lepsze łożyska, żeby się nie rozpadły. Ale zanim opuściłem Podlasie i ruszyłem w podróż, musiałem przestać się bać.

Czego?

– Byłem na drugim roku studiów, pojechaliśmy na spływ kajakowy po Biebrzy, skończyliśmy w maleńkiej osadzie i nie mieliśmy czym wrócić do Białegostoku. Ania, koleżanka, zaproponowała autostop, spaliłem buraka i mówię: „Nikt się nie zatrzyma”.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej