Język farerski nie uwzględnia randki. Pewnie dlatego, że nie uwzględnia jej też samo życie. No bo jak tu iść do knajpy, kiedy w twojej miejscowości żadnej nie ma? Jak iść na romantyczny spacer, kiedy wiatr chce ci urwać głowę, a deszcz pada przez dwie trzecie roku? Jak iść na potajemną schadzkę we wsi, w której wszyscy się znają i niczego nie da się ukryć? Wreszcie: po co randkować, kiedy już się wszystko wie o swoim wybranku?

Archipelag Wysp Owczych zamieszkuje niespełna 50 tysięcy osób. Tutaj nikt nie jest anonimowy. W takich warunkach niełatwo o rozkwit życia erotycznego. Tymczasem 18 duńskich wysp przeżywa właśnie obyczajową rewolucję, nadrabiając straty z kilkuset lat.

Towary modne

– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że miałeś sex-shop?

– Nadal mam! – prostuje Finnur i nalewa sobie herbaty z termosu. Przez okno bez firanek (nikomu nie są tutaj potrzebne) zagląda do nas luterański kościół. Na kanapie bawi się dwoje dzieci.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej